Zaloguj

Recenzje

Jesteś tutaj:Gorehound>Filmy>Recenzje>Wyjście z mroku ["Kiedy Gasną Światła" - recenzja]

Wyjście z mroku ["Kiedy Gasną Światła" - recenzja]

  • Napisane przez Radosław Dudziak
  • Dział: Recenzje
  • Czytany 2032 razy
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Czy w XXI wieku nadal da się wzbudzić strach przed ciemnością?

Nazwisko Davida F. Sandberga nie jest jeszcze zbytnio rozpoznawalne w branży filmowej, póki co tworzył on krótkometrażowe horrory. Jednym z nich, pod tytułem Lights Out (zobaczycie go TUTAJ) wzbudził jednak zainteresowanie samego Jamesa Wana, który został producentem jego kinowej wersji. Teraz mamy okazję sprawdzić zarówno jego talent reżyserski jak i pisarski przy okazji przeniesienia tej historii na potrzeby długiego metrażu.

Po nitce do kłębka

Kiedy Gasną Światła przedstawia nam losy chłopca, oraz jego dorosłej już siostry, którzy od lat borykają się z zaburzeniami psychicznymi ich matki. Ona uważa, że utrzymuje kontakt z przyjaciółką, która żyje tylko w ciemności. Nikt jej oczywiście nie wierzy, ale my, jako widzowie już w pierwszych minutach projekcji dobitnie przekonamy się, że Diana, bo tak na imię ma zjawa, nie jest tylko wymysłem udręczonego umysłu matki.

Pomysł i historia są bardzo proste, a twórcy nie starają się na siłę udziwniać, ani zakręcać fabuły. Scenariusz leci po sznurku przyczynowo-skutkowym, odsłaniając po drodze kilka niuansów i robiąc parę retrospekcji, przewidywalnych i nie raz widywanych w horrorach.

Ale nie sprawia to, że film nudzi, bo mimo oklepanych patentów fabularnych, pan David i jego ekipa z powodzeniem wywiązali się z zadania warsztatowo. Należy mieć na uwadze, że zjawa widoczna tylko przy zgaszonym świetle to jeden wielki, chodzący jump effect i jako taki jest ona stosowana w sporych ilościach. Ale na szczęście nie są to bezczelnie wyskakujące przed kamerą twarze, krzyczące na całe gardło, a pojawianie się jej na drugim planie, wychodzenie z całkowitego mroku, nagle atakowanie bohaterów z mało oczekiwanych miejsc. Poza tym, na modłę guru współczesnego horroru – Jamesa Wana, sporo jest scen, w których widz jest świadom obecności zagrożenia, ale nie bohaterowie, co udanie utrzymuje napięcie.

Aktorzy dobrze wywiązali się ze swoich partii, nic nie budzi zastrzeżeń, nawet rola młodszego brata, który momentami zbyt mocno epatuje emocjami, ale na szczęście nie zbliża się do groteski. Miło, że zadbano o to, aby matka i córka były do siebie mocno podobne, z resztą ich role wypadły najlepiej.

Nie sposób nie docenić też pantomimy Diany, którą przez lwią część seansu widzimy tylko jako czarny zarys postaci. Jej ruchy są niepokojące i dzikie, dokładnie takie, że jest w stanie wzbudzać w widzach strach przed nią. Złowieszczo wyszeptywane przez nią sentencje również wypadają na plus. Uważam, że niepotrzebnie w późniejszych momentach pokazywano jej postać w pełni, gdyż przestała działać wyobraźnia, a sam efekt był lekko kiczowaty. Diana zdecydowanie lepiej funkcjonuje w sferze domysłów, jako czarny kształt z wściekłymi, jasnymi oczami, niż potwór nie zostawiający nam żadnych niedopowiedzeń. Zbędne w moim przekonaniu jest również sugerowanie, że posiadała paranormalne zdolności już za życia. Panowie scenarzyści, my tu oglądamy film o duchu, uwierzę nawet jeśli powiecie że uzyskała je po śmierci.

Rzemieślnicza robota wysokiej jakości

Jak wspomniałem, warsztatowo wykonano solidną robotę, zarówno sceny jak i oświetlenie umiejętnie budują klimat. Wszystko do siebie pasuje, od mrocznego początku, do samego końca nic nie wytrąca nas ze skupienia na chłonięciu atmosfery.

Kiedy Gasną Światła to film krótki, trwa tylko godzinę i 20 minut, więc nie ma czasu do tracenia na rozwijanie wątków, ale bywały filmy, które już podczas takiego czasu projekcji zdążyły zamulić. Tu na szczęście cały czas coś się dzieje, skaczemy od sceny do sceny i żadna nie się nie dłuży ani nie robi wrażenia wepchniętej na siłę lub zbędnej. Dostajemy solidną dawkę grozy i akcji, bez pretensji do bycia czymś więcej niż udanym straszydłem. Ta sztuka się udaje, Lights Out to po prostu kompetentny, klimatyczny, oparty na prostym pomyśle horror i nie mam pretensji o to, że nie jest i nie stara się być czymś więcej.

Pan Sandberg obecnie zabiera się za drugą część Annabelle i mam nadzieję, że również, jeśli nie będzie miał pomysłu na rozbudowanie jej, zaserwuje godnego reprezentanta gatunku, po którego będzie warto sięgnąć więcej niż raz.

Plusy: Minusy: Ocena:

-sprawnie zrelizowany
-dużo klimatycznych scen
-nie ciągnie się

-kilka niepotrzebnie zrealizowanych pomysłów

8/10

Media

Polecamy

Zaloguj lub Załóż konto