Zaloguj

Recenzje

Jesteś tutaj:Gorehound>Filmy>Recenzje>Powrót do domu ["Blair Witch" - recenzja]

Powrót do domu ["Blair Witch" - recenzja]

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Jak Wiedźma miewa się po kilkunastu latach?

Blair Witch Project był filmem stworzonym za śmieszne pieniądze, z nieskomplikowanym scenariuszem, niemal zerowymi efektami i... jedną z najlepszych kampanii marketingowych. Stworzenie całej sieci poszlak, stron i materiałów sugerujących, że to co widziano w kinie, lub na taśmie magnetowidu jest prawdziwe mocno oddziaływało na zmysły. Nie zamierzam jednak ujmować samemu filmowi, który nastoletnim mną mocno zawładnął, podobnie jak całymi rzeszami ludzi. Sukces był oszałamiający a kurek z gotówką nie dał się zakręcić, film określano jako jeden z ważniejszych horrorów (po części słusznie) jak i rewolucyjny film w ogóle (pomijając kampanię nie było w tym prawdy, found footage istniało już dużo wcześniej i za sprawą choćby niesławnego Cannibal Holocaust od lat można rzec że był to gatunek znany). Nie było wątpliwości, że historia Wiedźmy będzie żyć jeszcze długie lata i spłodzi masę kontynuacji. Tylko, że... tak się nie stało.

Mieliśmy okazję obejrzeć tylko Księgę Cieni, znaną też jako Blair Witch 2, film zmieszany ogólnie z błotem, choć moim zdaniem nie do końca zasłużenie, ja obejrzałem go kilka razy i za każdym razem dawał mi sporo radochy, przy mierzeniu się jednak z tytułem takim jak BWP nie miał żadnych szans. Poznaliśmy też skandalicznie kiepską książkę Blair Witch - Sekretne Wyznanie Rustina Parra (nasza recka TUTAJ) oraz trylogię survival horrorów Blair Witch Volumes ( vol.1 Rustin Parr, vol.2 The Coffin Rock, vol. 3 The Elly Kedward Tale), każde stworzone przez inne studio, podobno niestety każda kolejna zauważalnie słabsza (miałem okazję grać tylko w jedynkę i była wyborna, sporo osób pewnie też, bo była pełna wersja w jednym z pism komputerowych, pamiętam jednak, że normalnie te gry były wydane w rewelacyjnych trójkątnych pudłach). Wyszły też komiksy, ale one za naszą granicę nigdy nie dotarły. Potem, na dekadę z okładem nastała cisza i chyba każdy zapomniał o gorączce związanej z lasami otaczającymi Burkittsville.

Nagranie, które za chwilę zobaczycie...

Przez ostatnie 17 lat gatunek mockumentary/found footage przeszedł sporą drogę, powstało kilka świetnych reprezentantów i całe morze, nie bójmy się tego powiedzieć, nic nie wartego gówna. Największy szał zaczął się po premierze Paranormal Activity, które spłodziło szereg sequeli i naśladowców, by kilka lat temu ustąpić miejsca mockumentaries o tematyce egzorcyzmów (w tym temacie nie powstało dosłownie nic wartego uwagi), nie sposób też nie wspomnieć o (według mnie) najlepszym po Blair Witch Project reprezentancie- hiszpańskiemu [REC], który niewątpliwie w wielu miejscach inspiruje najnowsze Blair Witch. Moglibyśmy długo tak jeszcze o wzlotach i upadkach tego podgatunku, o tym, jak wielce niedoceniono Lake Mungo i Megan Is Missing i jakim cudem ludziom podobało się jakiekolwiek Paranormal Activity, ale na rozprawkę o tym może zabiorę się innym razem, zacznijmy przechodzić wreszcie do meritum.

Blair Witch ad. 2016 zaczynął swoje istnienie w tajemnicy, pod tytułem roboczym The Woods, ciągnęło się to cały okres produkcyjny, a nawet pierwsze zwiastuny reklamowały właśnie taki film. Potem na tegorocznym Comic Conie puszczono farbę i wielki czarny symbol na czerwonym tle zasugerował to na co z głębi serca czekałem od wielu lat. Blair Witch powraca. Zwiastun prezentował się świetnie, recenzje wybrańców zwiastowały nadejście w glorii i chwale, tylko czekać na premierę.

Ale było kilka powodów by w cały ten hype wierzyć, po pierwsze - reżyserem jest Adam Wingard, który dał światu w swej krótkiej karierze Następny Jesteś Ty i Gościa, przyłożył też się do antologii VHS i serialu Outcast: Opętanie. Scenarzystą zaś Simon Barrett, który do wspomnianych produkcji Adama również pisał historie. Nielichy dorobek, ale czy nawet tak utalentowani goście są w stanie cokolwiek wycisnąć z tak strasznie wyeksploatowanego gatunku?

Fabuła nawiązuje bezpośrednio do oryginału, poznajemy brata Heather, której tragiczny los śledziliśmy na nagraniach z 1999 roku. Od lat próbujący ustalić co stało się z jego siostrą, skrzykuje przyjaciół, z którymi rusza do Burkittsville, aby spotkać się z człowiekiem, który odkrył nowe taśmy mogące zawierać pewne odpowiedzi. Wspólnie ruszają w głąb lasów, by sprawdzić miejsce w którym zostały one odnalezione. Uzbrojeni w kamery ręczne, pogodowe, kamery na uszy, kamery w dronach i GPSy zapuszczają się w gąszcz.

Pierwsze pytanie jakie mogłoby się nasunąć analizując pomysł na kontynuację BWP to "czy w ogóle jest sens robić film o ludziach, którzy gubią się w lesie, w epoce kiedy każdy ma na sobie przynajmniej jedno urządzenie pozwalające dokładnie określić położenie i wezwać pomoc?" W oryginale trójka pechowców dysponowała papierową mapą, która trzeba umieć zinterpretować, żadnych telefonów, GPS i innych dostępnych obecnie na wyciągnięcie ręki ustrojstw nie było. Scenarzysta poradził sobie z tym problemem tak jak horrorowe ABC radzi - sprzęt totalnie zawodzi. Ale udało się to wyjaśnić dość zgrabnie i niepokojąco.

Konstrukcja fabuły to, można rzec, taka sama laurka napisana przez fanów, jak było w przypadku nowych Gwiezdnych Wojen. Dostajemy niemal to samo, tylko pod każdym względem "bardziej", "mocniej" i "więcej". Tak jak w oryginale zaczyna się niewinnie, nawet zabawnie, przechodzi w etap dezorientacji, paniki i w końcu puszczają wszystkie hamulce, a akcja pędzi nieprzerwanie aż do finału. I naprawdę dostaniecie tu wiele smaczków, będących ukłonem w stronę zarówno jedynki, jak i całej historii na jej potrzeby wymyślonej, fan BWP co chwila będzie miał okazję dostrzec, albo wyłapać to delikatne puszczanie oka przez twórców.

Nie odwracaj się

Ci, którzy przegapili manię BWP lub się jej nie dali, nie będą znali całej historii Rustina Parra, jego chaty, Wiedźmy czy Coffin Rock, o których mowa i trochę szkoda, bo nie ma czasu w ciągu projekcji na doinformowanie ich. A Blair Witch bardzo zgrabnie historię pogłebia, dodaje kilka niuansów od siebie, tylko, jak wspomniałem, niewiele osób to doceni. Docenią jednak pomysłowość, z jaką twórcy podeszli do tematu straszenia, bo found footage nie jest łatwym gatunkiem. Oczywiście to chyba najtańszy sposób na zrobienie horroru, ale właśnie liczba gniotów przeciw kilku tytułom wartym uwagi obnaża fakt, że nie wystarczy tu chcieć a trzeba też umieć. Adam i Simon umieją, a aktorzy których zaprosili dają radę wcielić ich pomysły w życie. Mimo tego, że postaci są papierowe, da się nimi przejmować. Oczywistym było, że nie wystarczy już pokazać grupy ludzi panikujących na widok kupki kamieni, czy patykowatego ludzika. Więc podkręcono atmosferę wieloma efektami. Zło żyjące w lasach stało się o wiele bardziej namacalne, to już nie było to nieokreślone coś poza kadrem. Wielokrotnie staniemy mu na przeciw, zobaczymy do czego jest zdolne i choć faktycznie robi to odpowiednie wrażenie, żal mi obdarcia tytułu z tych niedopowiedzeń cechujących oryginał.

Zawodzący sprzęt i czające się potworności to nie jedyne z czym przyjdzie się zmierzyć bohaterom i dobrze, bo to najprostsze sztuczki. Wprowadzono mnóstwo dezorientujących elementów, które pewnie przy długiej analizie mogłyby doprowadzić do stwierdzenia, że film po prostu nie ma sensu, ale jeśli nie będziemy grzebać za głęboko, to dają one sporo radości i na tym ja preferuję się zatrzymać.

Nie jest jednak tak różowo jakbym chciał. Blair Witch, jak widać po dotychczasowym opisie, to film wart uwagi, ale, muszę też to zaznaczyć, przehajpowany. Możecie znaleźć reklamy mówiące o kolejnym kamieniu milowym horroru, filmie roku/dekady i tym podobne teksty. Nie, w tym roku była już druga Obecność i ten film jej nie zagrozi, o żadnej rewolucji nie ma tutaj mowy, bo wszystko to już widzieliśmy, opakowanie tego w łaszki Wiedźmy z Blair nie sprawi że będziemy mieli do czynienia z nową jakością. Jasne, miło mi było powrócić do jednego z ważniejszych dla mnie horrorów i cieszyłem się, że nie okazał się gniotem, ale marketing sugerujący objawienie krzywdzi ten film. Nie będzie tak legendarny jak jedynka, bo ją kopiuje, nie będzie tak znany po latach jak REC czy Paranormal Activity, bo z nich też bierze, oczywiście to co najlepsze, ale za to niewiele dodaje od siebie. Robienie dobrze tu i tam fanom BWP nie sprawi, że Blair Witch wybije się ponad bycie solidnym horrorem. W tym roku widziałem już Kiedy Gasną Światła, które takich aspiracji nie miało i postąpiono słusznie, bo udawanie czegoś więcej nie działa na korzyść jeśli nie ma tam choćby odrobiny tego "więcej", o czym promotorzy Blair Witch zdaje się zapomnieli.

Koniec końców, odcinając się od marketingowej paplaniny, mamy do czynienia z udanym tytułem, łączącym w sobie to co najlepsze w found footage, udanie nawiązującego do kultowej produkcji i dającym pożądnego kopa adrenaliny i kilka niezłych strachów. Niepotrzebnie tak wiele pokazano, jak wiadomo najbardziej przeraża to co nieznane, ale warszatowo nie ma się do czego przyczepić. Horror roku to to nie jest, ale miejsce na podium raczej sobie wywalczy, bo powrót do nawiedzonego lasu i domu Rustina Parra był doświadczeniem przyjemnym. Jeśli nie jesteście fanami BWP odejmijcie od oceny jedno oczko.

Plusy: Minusy: Ocena:

-dobrze łączy się z fabułą jedynki
-sprawnie nabiera tempa
-warsztat bez zatrzeżeń

-przereklamowany
-za mało zostawiono do domysłów

8/10

Media

Polecamy

Zaloguj lub Załóż konto