Zaloguj

Recenzje

Jesteś tutaj:Gorehound>Filmy>Recenzje>Telenowela z zombie w tle ["Żywe Trupy - sezon 4" recenzja]

Telenowela z zombie w tle ["Żywe Trupy - sezon 4" recenzja]

  • Napisane przez Radosław Dudziak
  • Dział: Recenzje
  • Czytany 1075 razy
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Jaki jest stopień rozkładu nieumarłych w ostatnim sezonie?

Filmy o zombie można podzielić na dwa rodzaje: akcyjniaki w klimacie Resident Evil, gdzie liczy się przede wszystkim tempo i efekty, a cała reszta jest temu podporządkowana, oraz dramaty apokaliptyczne, gdzie zombie stanowią tło dla interakcji między ludźmi postawionymi w ekstremalnej sytuacji.

Walking Dead reprezentuje oczywiście drugą szkołę. Zarówno rewelacyjny komiks, na podstawie którego serial powstał, jak i opisywany czwarty sezon za oś napędzającą fabułę bierze historię grup ocalałych po rozprzestrzenianiu się "choroby" (w cudzysłowie, gdyż nie jest nigdy wspomniane, że to choroba właśnie animuje martwych). I tak jak pierwszy sezon zwiastował, o ironio, powiew świeżości w serialach i punkt kulminacyjny mody na zombie, tak z kolejnymi serial traci impet (choć zyskuje popularność). Druga seria toczyła się wolno, ale nadrabiała ciekawymi dylematami, trzecia wprowadziła jedną z najlepszych postaci, jaką był Gubernator (który, żeby być uczciwym, nie dorastał do pięt człowiekowi z kart komiksu czy książek). Jestem jednak pewny, że przy czwartym podejściu coś poszło bardzo nie tak jak powinno.

Antybiotyk potrzebny od zaraz

Po przyjęciu nowych ludzi w mury więzienia, ekipa Ricka natrafia na spory problem. W murach szerzy się choroba, a związany z apokalipsą wątpliwy poziom jakości sanitarnej i służby zdrowia, uniemożliwia skuteczne poradzenie sobie z nią. Ludzie zaczynają zarażać się nawzajem a brak dostępu do lekarstw zbiera żniwo. Dodatkowo ktoś dokarmia zombie a Rick zaaferowany jest hodowlą świnek i sadzeniem ogórków. Mówiąc krótko - jest nieciekawie. Sytuacja szybko eskaluje ze złej w <ocenzurowano> gdy dowiadujemy się o tym, że Gubernator ma się nie najgorzej i zbiera nowych ochotników do zdobycia więzienia.

A to tylko początek sezonu, szesnastu odcinków po 50 minut. Dzieje się potencjalnie dużo, ale niestety wieje nudą. Odcinki są przegadane, a rozmowy i problemy tak błahe i rozdmuchane przez bohaterów, że normalnie myślący widz jest w stanie znaleźć setkę lepszych i mniej na-siłę-dramatycznych rozwiązań niż pan policjant i przyjaciele. Co z głupoty ich postanowień wynika to głupota działań. Już we wcześniejszych sezonach ocalali nie wykazywali się geniuszem, ale tu drobne kretynizmy tak mocno biją po oczach, że widać, że mają na celu tylko podniesienie napięcia związanego z jakimś zagrożeniem lub problemem, bo nikt, nigdy by się tak nie zachował, nawet w realiach umierającego świata. No bo naprawdę, parę osób wybiera się na wypad do apteki, czy czego podobnego, w poszukiwaniu lekarstw. I szukają konkretnych substancji, ok, rozumiem, priorytety. Ale jak już je mają to muszą coś po drodze spieprzyć aby nagle znikąd wyrosła horda nieumarłych. Trzeba pokazać zombie w serialu o zombie, kapuję. Ale gdy są już otoczeni i pod ich stopami przewalają się hordy zgniłego mięsa zaczynają się kłócić o to, że jeden sobie zabrał flaszkę whisky zamiast antybiotyku czy innego ibupromu. Dupek, niech tam, ale WSZYSCY MAJĄ NIEMAL PUSTE PLECAKI! Ja może jestem dziwny ale w takiej sytuacji to po znalezieniu czego trzeba i tak ładowałbym całą zawartość półek do torby a nie martwił się po miesiącu, że jednak maść na stłuczenia trzeba będzie ponownie odbijać bo nie myślałem wcześniej że kiedyś-tam w nieokreślonej przyszłości (w świecie opanowanym przez rozpadających się kanibali) mogłaby się jednak przydać!

Jaja z antybiotykami to tylko jeden z wielu przykładów niezaradności scenariusza, a jest ich sporo. Mniej więcej jeden facepalm na odcinek każdemu widzowi powinien się przytrafić. Kolejnym, dla mnie już niewybaczalnym błędem twórców jest to, że nie dzieje się NIC. nawet jak się dzieje to nie sposób się już w tą 5 minutową akcję zaangażować po 40 minutach letargu. Czy to atak zombie, czy starcie z ludźmi, czy wewnętrzny konflikt w grupie, jest tego mało, a czasem jest to wciśnięte na siłę, co widać gołym okiem. Nie wiem jak wy, ale ja nie lubię, jak twórcy dłubią nad telenowelą i nagle sobie przypominają, że to miał być tez film akcji, więc coś tam doklejają, żeby widz nie pyskował. Drugi sezon był bardzo statyczny, ale nie epatował też taką teatralną dramaturgią i głupotą. Mógł się spokojnie wybronić od zarzutu brak akcji. Czwartego już nic nie ratuje na tym polu.

Znów w drodze

W połowie sezonu na chwilę serial odzyskuje honor i przed przerwą w emisji zostawia nas z obietnicą powrotu to motywu podróży grup i ich przygód w umierającym świecie. Ale gdy dochodzi co do czego, okazuje się że jest gorzej niż w pierwszej połowie. Większość czasu bohaterowie uzewnętrzniają się i popłakują symulując ewolucje ich charakteru. Niestety, w większości przypadków ich działania wcale nie dokładają kolejnej cegiełki do fabuły, a odcinki robią wrażenie stworzonych na siłę, gdyż ich wycięcie nie miałoby wpływu na przebieg akcji. Całą drugą część sezonu można spokojnie streścić w półtorej godziny.

Żeby nie robić z tej recenzji litanii narzekań, przyznaje, że poza wspomnianym środkowym odcinkiem, są dwa, właśnie w drugiej połowie sezonu, które są świetne i przypominają o potencjale serialu. Mowa o czternastym - The Grove, który ma olbrzymi ładunek emocjonalny i angażuje widza w dramat bohaterów. Kolejny to finał sezonu, nastawiony z kolei na akcję. Tak właśnie powinno się ten tytuł kręcić. Stawiając postacie w sytuacjach bez dobrego rozwiązania, okaleczając je psychicznie by dać promyk nadziei, który niebawem znów zniknie. W ten sposób one powinny ewoluować, a nie szukając im zajęć na siłę.

Ci drażniący i ci mniej drażniący

Poza głupotą, twórcy sprawili, że bohaterowie denerwują. Bez wyjątku, nawet tracący u mnie punkty z kolejnymi seriami Glenn i jakoś trzymający fason Daryll również dołączyli do drużyny niezdecydowanych drama queens. Ciężko przejmować się losami ludzi których chciałoby się zdzielić, a tu tak jest z każdym. Prawdziwe rekordy bije Carl, który już samym pojawieniem na ekranie zaczął powodować u mnie drgawki. Na plus z kolei zaliczę fakt, że Michonne jest akurat o wiele bardziej wiarygodną postacią niż w oryginale.

Postacie drugoplanowe z reguły okazują się złe, ale choć postępują według abstrakcyjnych, z normalnego punktu widzenia, zasad odnajdują się w tym świecie, czego o pierwszoplanowych nie da się rzec. Kilka z resztą do sezonu piątego przejdzie i zobaczmy jak się rozwiną podczas stałego pobytu na ekranie.

Nadal na korzyść Żywych Trupów trzeba uwzględnić stronę wizualną, która nie licząc kilku wpadek natury koncepcyjnej, świetnie się sprawdza. Odpowiednie filtry i umiejętnie przedstawione plany nadal potrafią przekonać do tego, że tak wyglądałby upadek cywilizacji.

Koniec końców, sezon czwarty to niestety porażka. Pierwszym błędem było wmówienie sobie, że pozwalając ocalałym na zbudowanie azylu da się nadal wplatać w to dramaturgię, gdyż widać było, że problemy powstają na potrzeby scenariusza a nie są jakimś logicznym następstwem. Drugim, totalne zaniedbanie tempa akcji w kolejnej połowie sezonu. Będąc szczerym wolałbym, żeby ktoś znajomy mi streścił co się działo przez te kilkanaście odcinków a sam bym obejrzał tylko finał, żeby ogarnąć nowe postacie. Teraz nie jestem w stanie wyrokować jakiej jakości możemy się spodziewać w serii piątej, ale słupki oglądalności rosną odwrotnie proporcjonalnie do jakości Żywych Trupów, boję się więc, że dla fanów horroru następny sezon będzie już kulą w łeb.

 

 

 

Plusy: Minusy: Ocena:

-strona wizualna
-aktorzy
-parę odcinków

-reszta odcinków
-większość problemów tworzona na siłę
-postacie irytują
-NUUUDAAAA...

3/10

Polecamy

Zaloguj lub Załóż konto