Zaloguj

Recenzje

Jesteś tutaj:Gorehound>Filmy>Recenzje>Przygoda na jedną noc ["Contracted" - recenzja]

Przygoda na jedną noc ["Contracted" - recenzja]

  • Napisane przez Radosław Dudziak
  • Dział: Recenzje
  • Czytany 1742 razy
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

W brutalny sposób dowiadujemy się czym kończy się brak zabezpieczenia podczas przygodnego seksu.

Body horror to podgatunek grozy, w którym głównym narzędziem straszenia widza jest, jak nazwa wskazuje ciało. Z reguły należące do nieszczęśnika, który w wyniku pewnych okoliczności(np. choroby, promieniowania, czy czegoś zupełnie zmyślonego) zaczyna mutować. Mieliśmy okazję tego doświadczyć w takich hitach jak Mucha, czy Śmiertelna Gorączka, by daleko nie szukać. Zalicza się tu też filmy typu Ludzka Stonoga lub Hellraiser, w których ciało poddawane jest przerażającym modyfikacjom. Siłą body horror jest to, że rzadko mamy tu klasyczne jump efekty, czy odbijane z taśmy motywy slasherów. Widzimy bohatera, który często walczy z samym sobą w bitwie bez szans na zwycięstwo. Wróg nie jest spersonifikowany i z każdą sekunda zdobywa coraz większą przewagę. Historia Samanthy również będzie tak wyglądać.

One Night Stand

Film zaczyna się sceną dość niepokojącej kopulacji. Zatem już w pierwszych minutach możemy wywnioskować, że twórcy, choć unikając dosłowności, pokażą nam mniej ciekawą stronę seksu. Po chwili przenosimy się na imprezę zorganizowaną w domu przyjaciółki Samanthy. Tutaj główna bohaterka zjawia się bez swojej partnerki, z którą przeżywa ostatnio gorsze chwile. Po paru(nastu) głębszych i najprawdopodobniej pigułce gwałtu kończy imprezę na tylnym siedzeniu samochodu ze świeżo poznanym facetem. Los chce, że nie używają zabezpieczenia i tak właśnie dochodzi do zarażenia tajemniczą chorobą.

Dalsza część filmu, podzielona na segmenty toczące się dzień po dniu od zainfekowania Sam ukazują zachodzące w niej przemiany. Na początku to dziwne zabarwienia na skórze, bolesny okres i wahania temperatury. Ale im dalej tym gorzej. Z każda kolejną dobą dziewczyna doświadcza coraz bardziej inwazyjnych symptomów. Lekarz rozkłada ręce, a wnętrze i aparycja Samanthy rozkłada się całkiem dosłownie. Film raczy nas scenami odklejania się paznokci, krwawień z oczu (i nie tylko), wypadania zębów, czy podobnych przyjemności. Choć sposób przedstawienia nie zostawia wątpliwości, reżyser nie pcha się z kamerą, aby ukazać każdy szczegół. Działa to na plus obrazu, gdyż oddala go od gatunku gore, z którym jak wcześniej obstawiałem film będzie miał więcej wspólnego. Tu bardziej skupiono się na reakcji bohaterki i otoczenia na jej pogarszający się stan. Samantha pracuje jako kelnerka w restauracji, więc możecie sami sobie dopowiedzieć, że rozpadające się ciało nie jest zbyt dobrze widziane w towarzystwie kolacji dla dwojga.

Piękna i bestia wewnątrz

Wcielająca się w główną postać Najarra Townsend odgrywa rolę młodej zagubionej dziewczyny sprawnie i przekonująco. Co więcej jest bardzo ładna i przez pewien czas cieszy oko widza. Gdy dochodzi do transformacji, jej uroda potęguje odbiór tragedii jaka ją spotkała. Gorzej radzą sobie jednak towarzyszący jej inni aktorzy. Przyjaciółka nie gra przekonująco, zakochany w niej facet też jakoś nie angażuje widza. Dobrze sprawdziła się jej partnerka, podobnie jak matka.

Jeśli chodzi o scenografie to mamy do czynienia z typowo budżetowymi zabiegami. Małe przestrzenie, dużo zbliżeń. Wszystko co może zamaskować ograniczenia finansowe w zakresie wynajmu planów. Nie kłuje to jakoś mocno po oczach, z resztą to są rzeczy, z którymi trzeba się liczyć sięgając po tytuł z tej półki, ale widać je.

Efekty gore za to, podobnie jak charakteryzacja, są dopracowane i mimo pewnej powściągliwości, spełniają swoją rolę. Potrafią zniesmaczyć i okazyjnie sprawić, że mimowolnie będziemy się skręcać.

Prawie martwa dziewczyna

Fabuła, niestety, ma tendencję spadkową. Początek intryguje, potem akcja stoi niemal w miejscu dając pole do popisu ludziom od efektów, aby w ostatniej jednej trzeciej znów ruszyć z kopyta. Problem jest w tym, że galop kieruje się w stronę pewnych niedorzeczności. Choć można usprawiedliwić kolej rzeczy postępującą chorobą, która jakoś przymusza Samanthę do pewnych zachowań, nie kupuję tego. Trochę znikąd biorą się jej końcowe decyzje, a sam finał nie zaskakuje niczym i w moim odczuciu zawodzi, trywializując całość i wpisując pod mianownik zupełnie innego gatunku niż przez cały czas projekcji starano się wypracować.

Pod tym względem Contracted przypomina mi inny obraz, który bardzo lubię, Deadgirl. Ten również na sam koniec bez powodu oddaje pole temu czemu nie powinien i zamiast dać mocny satysfakcjonujący finał, gubi nagle gdzieś gęsta atmosferę horroru, który dzieje się tuż obok nas. Różni jednak oba filmy fakt, że Contracted brakuje tego nieokreślonego mroku i poczucia nakręcającej się spirali. Nie zadajemy sobie pytania dokąd to dąży, gdyż cały czas mamy świadomość, że bohaterka po prostu będzie w coraz gorszym stanie, do momentu aż z jakichś przyczyn nie będzie mogła dalej egzystować. Brak niepewności odbiera widzom towarzyszące jej napięcie. Film leci i podążamy z akcją, prostą drogą do końca, podziwiając po drodze widoczki, ale jak to na takiej wycieczce z przewodnikiem, specjalnie się nie angażujemy. Czekamy, aż pokaże się nam to co jest do zobaczenia i wychodzimy.

Co ciekawe, zapowiedziano już drugą część, zwać się będzie Contracted: Phase 2 i zaczynać ma się w miejscu w którym pierwsza część się zakończyła. Jestem ciekaw, co twórcy zrobią, aby uciec od schematu w który sami wdepnęli w ostatnich minutach.

 

Plusy: Minusy: Ocena:

-efekty
-główna rola

-brak napięcia
-aktorzy
-rozwój fabuły
-finał

5+/10

 

 

Producent: Dystrybutor PL Rodzaj dystrybucji: Linki do baz:
BoulderLight Pictures brak Kino/DVD/VOD IMDB; Filmweb

Polecamy

Zaloguj lub Załóż konto