Zaloguj

Recenzje

Jesteś tutaj:Gorehound>Książki>Recenzje>Alicja w krainie makabry [Edward Lee: Sukkub - recenzja]

Alicja w krainie makabry [Edward Lee: Sukkub - recenzja]

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

W 2011 roku Edward Lee, mistrz książkowej ekstremy pojawił się na polskim rynku. Jego tutejszy debiut - powieść Sukkub była świetnym wprowadzeniem nowych czytelników do jego twórczości.

Anna po krwawej stronie lustra

Ann Slavik, odnosząca sukcesy prawniczka, otrzymuje od mieszkającej na prowincji rodziny informacje o pogarszającym się stanie umierającego ojca. Zabiera więc swoją córkę i życiowego partnera w podróż do Lockwood, aby zdążyć się z nim pożegnać. W tym samym czasie ze szpitala psychiatrycznego ucieka dwójka skrajnie niebezpiecznych pensjonariuszy, którzy również zmierzają w tym kierunku.

Eward Lee, dobrze znany na zachodzie pisarz jest twórcą oryginalnym, by nie powiedzieć wyjątkowym. Jego książki (a napisał ich kilkadziesiąt) ociekają przemocą, gore i seksem. Ilość obrzydliwych i przerażających scen jest w nich tak wielka, że zakrawa na absurd. Jest jednak coś co odróżnia go od rzeszy grafomanów silących się na kontrowersje w swej twórczości. Jest to jego warsztat. Lee pisze w sposób ciekawy i barwny. Ma niezwykle lekkie pióro. Dzięki tej właściwości już pierwsze 10 stron prologu Sukkuba, będące wyliczanką zwyrodnień jakich dopuszczało się starożytne plemię czczące demony, wciąga czytelnika jak bagno. Bagno wypełnione krwią.

Okultyzm, porno, powieść drogi

Książka ukazuje historię głównie z dwóch perspektyw. Pani Slavik, brnącej wraz z ukochanymi coraz głębiej w paszczę obłędu niepodzielnie panującego nad jej rodzinnym miastem, oraz Edwardowej wariacji powieści drogi, skupiającej się na parze psychopatów - Eriku i Duke'u. Pierwszy chce powrócić do Lockwood aby przekonać się, czy czyny których się dopuścił były owocem jego chorego umysłu, czy, jak twierdzi, został do nich zmuszony. Drugi to seryjny morderca i gwałciciel, zabiera się ze swoim towarzyszem w podróż tylko po to, aby móc dalej robić to za co go zamknięto.

Autor od początku do końca nie daje czytelnikowi chwili wytchnienia. Atakuje zmysły scenami wyrafinowanych tortur i gwałtów, kończących się równie efektownymi mordami. W żadnym wypadku nie stroni od szczegółów, często wręcz na nich się skupia. Głowy i członki są odcinane, odrywane, wysadzane. Fontanny krwi i innych płynów tryskają w powietrze. Poza orgiami przemocy możemy także mówić o orgiach seksualnych, Lee w swoim dziele zamieścił mnóstwo scen pornograficznych, erotyka to dla niego zbyt mały kaliber. Aktów odpychającego, bolesnego seksu jest mnóstwo. To poniekąd zrozumiałe skoro dostajemy książkę mającą demona seksualnego w tytule.

Mimo tak dużego ładunku zwyrodnień, fabuła jak i postacie nie wydają się wydmuszkami wklejonymi tylko po to, aby usprawiedliwić kolejne sceny. Historia jest ciekawa i odkrywa karty powoli. Początkowo Ann i jej towarzysze nie robią nic poza racjonalizowaniem tego czego doświadczają. Tłumaczą sobie kolejne wizje zmęczeniem, koszmarami sennymi, czy bujną wyobraźnią. Niepokojące spotkania przypadkiem a rozmowy złym kontekstem. Gdy przerażającej prawdy nie daje się już dłużej ignorować ich pozycja nie pozwala już na nic innego jak konfrontację. Motyw Erika również stopniowo się wyjaśnia i z początkowej enigmy staje się postacią, której postępowanie zaczynamy rozumieć.

Witamy w Lockwood

Ostatni główny bohater - całe miasteczko Lockwood zostało przedstawione świetnie. Panująca w nim atmosfera jest namacalna dla czytelnika, skryte mroczne tajemnice zdają się wypełzać z zakamarków a obecność wielkiego zła czuje się na ramieniu. Jego oddech jest z każdym krokiem coraz bardziej wyraźny zarówno dla protagonistów jak i czytelnika. Wygląd i mieszkańcy mieściny zostali nakreśleni szczegółowo, ale w przeciwieństwie do Stephena Kinga, Edward Lee nie szaleje z ilością potrzebnych na to znaków. Tempo nie zwalnia z powodu konieczności przebicia się przez pięć stron opisu lokacji. Chwała mu za to, gdyż siła tej książki drzemie w nieustannie budowanym napięciu, oraz karmieniu wyobraźni dantejskimi scenami, pozostawiając ciągle pytanie "do czego on jeszcze się posunie?".

A musicie wiedzieć, że żadnego tabu w tej historii nie ma. Dobitnie świadczy o tym prolog. Jeśli po jego przeczytaniu zbiera wam się na wymioty, może lepiej odłóżcie Sukkuba ,bo to dopiero zapowiedź tego co nadejdzie. Mała anegdota, pożyczyłem Sukkuba koleżance, która powiedziała, że szuka mocnego horroru. Na następny dzień powiedziała, że po prologu przestała czytać i do końca dnia odechciało jej się jeść. Co ciekawe nie oddała mi książki dopóki jej nie ukończyła, na koniec podsumowując, że w życiu nie czytała czegoś równie chorego, a zarazem wciągającego. Chciała nie wracać do lektury przy okazji kolejnej przerwy w czytaniu, ale kontynuowała bo był w tym jakiś dziwny magnetyzm.

Myślę, że to jest właśnie najlepsza rekomendacja dla pierwszej powieści Edwarda Lee na polskim rynku. Mimo, iż bijąca od niej deprawacja przytłacza, a może nawet  otępia swoim ogromem, nie pozwala po prostu przestać czytać. Choć dobre zakończenie wydaje się tylko mrzonką, musimy dowiedzieć się jaki będzie finał historii Lockwood.

 

 
Plusy: Minusy: Ocena:

-Atmosfera
-natężenie przemocy i obłędu
-Świeżość
-Świetnie się czyta

-Tylko dla osób o mocnych żołądkach
-polskie wydanie ma trochę błędów

9/10
 

Polecamy

Zaloguj lub Załóż konto