Zaloguj

Recenzje

Jesteś tutaj:Gorehound>Książki>Recenzje>Pukając do bram nieba [Scott Nicholson: "Czerwony Kościół"- recenzja]

Pukając do bram nieba [Scott Nicholson: "Czerwony Kościół"- recenzja]

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Debiut na polskim rynku Scotta Nicholsona

Ileż to już razy fabuła książek, filmów skupiała się na małomiasteczkowej społeczności, gdzieś z dala od dużych miast, skrywającej mroczny sekret? Zbyt dużo by policzyć. Czy tym razem setting został na tyle ubarwiony, że warto ponownie wchodzić do tej samej rzeki?

W imię ojca i syna i drugiego syna

Whispering Pines to małe miasteczko, gdzieś w Appalachach. Życie toczy się tu powoli. Ludzie zajmują się uprawą i hodowlą bydła. Dzieci po szkole biegają po pobliskich lasach lub chodzą nad rzekę. Starają się jednak trzymać z dala o Czerwonego Kościoła. Pozornie zwykłego, drewnianego budynku otoczonego cmentarzem. To tylko pozory, opuszczona struktura skrywa mroczne tajemnice, które niebawem o sobie przypomną wszystkim mieszkańcom, a może i nie tylko.

Przed laty w Czerwonym Kościele mieściła się parafia kultu wywodzącego się z chrześcijaństwa, prowadzonego przez pastora Wendella McFalla. On to zaczął głosić, że nadejdzie drugi syn Boga i naprawi wszystko co niegdyś zniweczył pierwszy, Jezus. Zbiera on wokół siebie wiernych dzięki ogromnej charyzmie. Aby udowodnić swą wiarę (wzorem Abrahama), morduje on niemowlę, którego jest ojcem, wierni w oburzeniu wieszają go na drzewie przed kościołem. Mija wiek, dwójka braci wygłupiając się na cmentarzu odkrywa zmasakrowane ciało, miejscowego pijaczka. W międzyczasie do granic miasta przybywa wnuk pastora McFalla, z zamiarem ponownego otwarcia kościoła dla wiernych.

Czerwony Kościół na początku przedstawia nam wielu bohaterów i w tym chaosie ciężko wyłapać kto jest kim, a tym bardziej, którzy są postaciami głównymi a którzy drugoplanowymi. Po paru rozdziałach można jednak z tym dojść do ładu i zacząć powoli składać elementy układanki, jaką rozrzuca przed nami autor. Nie licząc tego małego zakręcenia, początek jest jak najbardziej zachęcający. Podrzucone zwłoki zmuszają postacie do retrospekcji, które odkrywają przerażające wydarzenia z przeszłości, których byli świadkami, ale cały czas zrzucali na karb szoku. My także, wraz z nimi, początkowo pewnie stąpając po solidnych fundamentach świata, zaczynamy wątpić w to, co jest tutaj prawdą a co kłamstwem, urojeniem. Mimo braku wątpliwości, że wszystkie wydarzenia spina niczym klamra tytułowy kościół, nie można przez bardzo długi czas wysunąć żadnych dalej idących wniosków. Niektóre szlaki prowadzą donikąd, inne po konfrontacjach zaczynają wydawać się niepewne. Można to panu Nicholsonowi zaliczyć zdecydowanie na plus.

Kolejnym będzie grubo podszyta religijnymi przemyśleniami fabuła. Wciskając między plejadę głównych bohaterów dwójkę chłopców z podstawówki rozdartych pomiędzy ojca, żarliwego chrześcijanina, a matkę, wierzącą w słowa sekty, autor zadaje wiele niewygodnych pytań co do powodów i sensu wiary. Patrząc oczyma dziecka wszystko wydaje się abstrakcyjne. Czy to czarna, czy biała msza, ofiara z człowieka, lub opłatka. Wreszcie wiara w to, że jak zapewniają wszyscy wokół, mimo rozkręcającego się na całą mieścinę horroru, nie ma powodu się bać, bo obok zawsze stoi Bóg, który obroni przed atakiem potworów czających się w mroku. Pomimo tego, że bardzo szybko oczywistym staje się kto jest głównym złym, spora część protagonistów nie budzi specjalnie pozytywnych odczuć. Albo są to zacofani, zamknięci na wszystko wierzący, albo zgorzkniali, wahający się z określeniem swojej opinii agnostycy. Usilnie też, jak to bywa, poza dziećmi, ludzie starają się ignorować fakty. Gdy dochodzi do konfrontacji z prawdą trzeba przyznać, że najszybciej reflektują się ci, którzy z reguły akceptują na końcu.

Ofiara jest walutą boga

Gdy na kartach powieści rozgrywa się walka o mieszkańców Whispering Pines warto zwrócić uwagę przy pomocy jakich narzędzi została ona opisana. Scott Nicholson, z tego co udało mi się na jego temat znaleźć, zajmuje się też pisaniem poezji. Przekłada się to na jego warsztat, w którym nie brakuje wielu bujnych opisów. Pełne są żywego języka i działających na wyobraźnię metafor. Mimo zwalniania tempa z powodu budowania scen, lektura nie nudzi. Co prawda mi akurat opis głównego zła wydawał się groteskowy w mało straszny sposób, ale może już jestem lekko spaczony bardziej ostrymi lekturami.

Jak już przy tym jesteśmy to zadajmy w końcu ważne dla nas pytanie. Nawet jeśli książka jest dobra, to czy jest dobrym horrorem? Odpowiedź jest dość prosta. Jest solidnym, aczkolwiek nie wyróżniającym się. Klimat oddano bardzo dobrze, dzięki bogatemu językowi Nicholsona, Przeskakiwanie miedzy narratorami buduje kolejne wątki i znaki zapytania, a co za tym idzie tworzy napięcie, niepewność u czytelnika. Scen grozy za to nie ma wcale tak wielu, a te, których jesteśmy świadkami nie sprawiają, że odczuwamy przerażenie czy obrzydzenie (nie licząc paru wyjątków). Ogólnie odnoszę wrażenie, jakby autor nie chciał, aby zbyt duszna atmosfera czy krwawa akcja zasłoniła warstwę religijną. Przejmuje ona bardzo szybko pałeczkę i nie licząc końcówki, czy cliffhangerów w rozdziałach zdecydowanie eksponuje się bardziej niż warstwa horroru.

Dokonało się

Lawirując między wersjami wydarzeń, światopoglądami i w końcu brakiem pewności co jest prawdziwe, książka kończy się satysfakcjonującym finałem. Konstrukcyjnie dość typowym, wiele zyskującym, gdy sobie go przeanalizujemy pod kątem tematyki tytułu. Czerwony Kościół jest solidną pozycją, szczególnie warto się nim zainteresować, jak trafi się na niego w przecenie, a to nie stanowi problemu. Nie będziecie nerwowo obgryzać paznokci, czy mimowolnie zwijać się z obrzydzenia, ale z pewnością poczujecie ten lekko okultystyczny, senny klimat miasta nad którym wisi coś bardzo, bardzo złego. Dodatkowo, jest to lektura zachęcająca do przemyślenia paru spraw, nawet, jeśli nie na poważnie. Książka w inteligentny sposób podejmuje niezobowiązującą dyskusję.

 
Plusy: Minusy: Ocena:

-prowadzenie fabuły
-warsztat
-atmorsfera
-drugie dno

-brak prawdziwej grozy
-mało bohaterów, którym kibicujemy
-wstrzemięźliwość z krwią i gore

6/10


 

 

Polecamy

Zaloguj lub Załóż konto