Zaloguj

Recenzje

Jesteś tutaj:Gorehound>Muzyka>Recenzje>Axe Murder Boyz - The Garcia Brothers, recenzja

Axe Murder Boyz - The Garcia Brothers, recenzja

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Długo wyczekiwany, milion razy przekładany. W końcu Garcia Brothers ujrzało światło dzienne. Czy warto było czekać?

Bonez Dubb i Otis, Axe Murder Boyz, AMB, lub po prostu James i Mike Garcia. Dwójka braci, którzy w 2005 roku wzięli udział w konkursie Underground Psychos, będący horrorcore'ową wersją Idola, zorganizowaną przez Psychopathic Records. Wygrali i dostali roczny kontrakt, który zawierał też umowę na wyprodukowanie LP. Od tego momentu oczy fanów undergroundu zwróciły ku chłopaczkom z Denver. Jedni życzyli im sukcesu, inni spektakularnej porażki. Gdy Blood In Blood Out przyszło na świat, już pierwszy utwór rozwiał wszelkie wątpliwości, zasłużyli.

Przeskakujemy o 8 lat

Jest marzec, a my po raz setny słyszymy stuprocentowo pewną datę premiery. Jakieś było zdziwienie, kiedy okazało się, że Garcia Brothers na prawdę wyszło na koniec miesiąca! Po 6 latach od ostatniego LP (nie licząc mixtape'u z 2011 roku), zmianach labelów i ogólnym zapadaniu się pod ziemię głównych zainteresowanych oczekiwania były spore. Wrzuciłem płytkę do odtwarzacza i pełen napięcia czekam na pierwsze dźwięki.

Zaczyna się intro. Jest jakie jest. Jakiś chaos na ulicach, syreny, krzyki i strzały. Ok, żadnych słów, ale źle nie jest, z reszta nieważne, za raz pierwsza piosenka, Us Against The World. I w trzy sekundy od jej rozpoczęcia czuję, że nie zawiedzie. A gdy wbija pierwsza zwrotka w kojarzący mi się z Halloween podkład odpływam. Panowie zrobili taki ogromny postęp techniczny, że brakuje mi słów, na dobicie refren to także czysty ogień, a drugi z braci atakuje z taką samą wprawą i zawziętością co pierwszy. Jest więcej niż dobrze, jest świetnie. Dla takich rzeczy warto czekać. Już jestem spokojny o poziom liryczny albumu. Tu, jeśli coś zawiedzie, to tylko goście.

Kolejny utwór, M.O.E. to typowy horrorcore. Podkład uzupełniany krzykami sprawdza się świetnie, zwrotki to klasa sama w sobie. Nie jestem jednak przekonany do refrenu, który jest za prosty i jakoś hamuje tempo nakręcone przez wersy. I Get Even podobnie jak poprzednik traktuje o seryjnych morderstwach, tutaj z kolei szybkość rapu braci sprawia, że kolejne słowa prześcigają się nawzajem. Refren jest lepszy, ale nadal coś mi zgrzyta.

Smoke Kush jest adresowane do fanów jarania. Wyluzowany, z bujającym głowę bitem. Dobrze brzmi i spokojnie przelatuje. Zaraz po tym kolejny fast rap, Might Go Mad i pierwsza poważna wtopa. Co gorsza nie z winy AMB. Utwór w wykonaniu gospodarzy traktuje o  frustracji związanej z tym, że nadal są niedoceniani. Jednak gdy wchodzą goście, Insane Clown Posse, mamy do czynienia z niezwiązanym z niczym bełkotem. Znamy ich z tego i mogło się udać na czymś innym ale w tym przypadku grzebie dobry pokład i udane pierwsze zwrotki. Nie wiem co tu się stało i dlaczego, ale nie da się obok tego przejść obojętnie.

Wielcy niedocenieni

Roaches fajnie buja, a tekst porównujący wykonawców do karaluchów tworzy fajną stylistykę kawałka. Kolejny, Shine, ma dość skomplikowany podkład i jest kolejnym w którym bracia Garcia podkreślają jak są niedoceniani pomimo swoich umiejętności i osiągnięć. Na tym etapie jest już to chyba temat przewodni płyty.

Drugi utwór zawierający gościnny występ,w tym przypadku w wykonaniu indianina, Anybody Killa. W kwestii tematycznej nie ma niespodzianek, ale bardzo podoba mi się energia i agresja którą emanuje to niecałe pięć minut. Osiągając eskalację w refrenach, bit przez czas trwania zwrotki powoli pompuje się, aby dodawać kolejne dźwięki zwiększające tempo. Tym razem zaproszony wykonawca pokazał klasę. Współpraca wyszła świetnie, podobnie jak w przypadku Brace Yo Self, kiedy to on przyjął rodzeństwo na swój album.

Następujący potem No Trust, o braku zaufania do kobiet jakoś mi nie leży. Niby podkład daje radę, niby rap się sprawdza, ale jakoś nie przypada mi do gustu. Nie chodzi tu o tematykę, bo nie ma w niej czegoś, czego wcześniej się nie słyszało, ale z reguły czekam aż się skończy. I Keeps It Movin od pierwszych sekund nakręca się i nakręca, lekki zawód odczułem kiedy zaczęła się zwrotka, gdyż pod świetny fast rap podłożono jakieś pikanie, które jest zbyt proste, kolejne dźwięki dodawane są bardzo oszczędnie i porządny podkład startuje dopiero w refrenie, aby znowu zniknąć podczas następnych wersów. Szkoda, bo lirycznie kawałek wymiata.

Ostatnie chwile

Listen, na które zaproszono Big Hoodoo, najnowszy nabytek Psychopathic Records, jest powolną, depresyjną piosenką o niesprawiedliwości i rozbitych rodzinach, doprawioną samobójstwami. Bardzo fajny kawałek, z refleksjami, może i zahaczającymi o truizmy, ale dobrze mieć coś poza warstwą czysto rozrywkową na płycie. Następujący po nim kolejny wolno sączący się Runaway to opowieść o dziewczynie, która miała pecha umawiać się z psychopatą. Jej partner wpadł w obsesję, która skończy się tragicznie. Klimat jest, co najważniejsze w takich piosenkach. Dobrze wyegzekwowany horrorcore.

Ostatni, zamykający płytę kawałek też jest powolny, a także bardzo wyluzowany, z podkładem inspirowanym reagge. Po wcześniejszych cięższych tekstowo utworach wyprowadza klimat na nieco bardziej pozytywny. Słucha się go sympatycznie, ale nie zapada w pamięć.

Mój problem z tą płytą polega na tym, że generalnie utwory z niej pochodzące nie mają tendencji do wkręcania się. Gdy słucham tej produkcji jestem bardzo usatysfakcjonowany mimo kilku rzeczy które mi nie przypadły do gustu. Ale jeśli wyłączę album, zajmę się swoimi sprawami i po godzinie ktoś pyta mnie o opinie na jego temat mam dylemat. Bo wtedy wydaje mi się, że nie słyszałem nic naprawdę świetnego. Garcia Brothers jest doskonale wykonanym rzemiosłem. Ma kilka wad, niektóre podkłady są za proste, albo nie pasują mi w jakiś sposób; najwięksi goście na płycie odwalili totalną fuszerkę, a pod względem wydania poligrafia błaga wręcz o pozostawienie bez komentarza.

Szkoda, że AMB kazali tak długo czekać na ten album. Gdyby wydawali LP raz na rok, dwa lata, nie widziałbym problemu. tu jest coś fajnego, tam również, a na kolejnej płycie znowu dostaniemy solidną produkcję z paroma przebłyskami geniuszu. Ale smutna prawda jest taka, że teraz będziemy czekali kolejne 3-4 lata więc chciałoby się jednak ponosić szczękę przy ziemi po odsłuchaniu kolejnych projektów. Tutaj o tym nie ma mowy. Wystawiam notę, która uwzględnia zawód jaki czuję z tego powodu. Być może trochę braci Garcia nią krzywdzę ale nie widzę powodu dla którego miałbym przyznać więcej.

Plusy: Minusy: Ocena:  
-Technicznie chłopaki poszli do przodu
-Us Against The World
-reszta zlewa się po odsłuchu
-zwrotki ICP
-niektóre podkłady
6+/10

Polecamy

Zaloguj lub Załóż konto