Zaloguj

Recenzje

Jesteś tutaj:Gorehound>Muzyka>Recenzje>20 lat minęło jak jeden dzień... [Insane Clown Posse - Ringmaster recenzja]

20 lat minęło jak jeden dzień... [Insane Clown Posse - Ringmaster recenzja]

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Nie ma wiele płyt, które potrafią połączyć klimaty wesołe, smutne i straszne w taki sposób aby nie utracić płynności podczas odsłuchiwania. Czy album Ringmaster, zdobywca podwójnej złotej płyty w USA, obchodzący 8 marca jubileusz, był w stanie stanąć na wysokości zadania? I jak w ogóle ta płyta brzmi po 20 latach od premiery?

Zespół Insane Clown Posse nie ma dobrej prasy. Wzgardzany przez mainstream, często obśmiewany i krytykowany, nazywany wręcz "najgorszym zespołem jaki powstał" mimo wszystko istnieje nieprzerwanie od ćwierć wieku i nic nie wskazuje na to, żeby kariera duetu Violent J'a i Shaggy 2 Dope'a miała się zakończyć. Czy to dobrze, czy źle, każdy kto ich słyszał ma już chyba na ten temat wyrobioną opinię. Ci którzy uważają, że ICP tworzy tandetę nie nadającą się do słuchania mogą już w tym momencie zakończyć lekturę, o gustach się nie dyskutuje, nie ma co się na siłę nawzajem przekonywać. Ci którzy nadal nie wiedzą o co chodzi i ci którzy chłopaków z Detroit lubią, zapraszam dalej, do próby oceny drugiego Jokera po latach.

Once upon a time in the ghetto zone...

Słowem wstępu dla ludzi nie wtajemniczonych, Ringmaster jest drugą (z sześciu) kartą Jokera. Są to koncepcyjne albumy, których motywem przewodnim jest zgłębienie istoty Mrocznego Karnawału, swoistego czyśćca, lub krzywego odbicia nas samych. Mroczny Karnawał przyjmuje fizyczną postać jako właśnie wspomniane Jokery. Ringmaster jest tym, który karnawał prowadzi. On także jest tym, który ocenia, czy dusza jest godna wstąpienia do nieba, czy strącenia w otchłań piekieł.

Podobnie jak reszta Jokerów z pierwszej talii, koncept i prezentacja postaci jest świetna a istota posiada odpowiednią dawkę mroku i tajemniczości, aby zaciekawić. W przeciwieństwie jednak do pierwszej karty - Carnival Of Carnage, Ringmaster jest jedną konkretną postacią, skoncentrowanie ICP na zbudowaniu czegoś mniejszego, jednak bardziej szczegółowego przejawia się po raz pierwszy w tym właśnie aspekcie, ale na tym się nie kończy.

Blood, guts, fingers & toes...

Po odpaleniu albumu w klimat szalonego karnawału wprowadza nas intro, Wax Museum, cygański wróżbita układa dla nas tarota, z którego wyczytuje, że odwiedzi nas mroczny cyrk, wtedy to świat zaczyna wokół nas zanikać, a my przenosimy się do muzeum figur woskowych. Figur wykonanych z zalanych woskiem ludzkich dusz, wystawionych na pokaz.

Następnie zaczyna się bardzo karnawałowe Murder-Go-Round. Piosenka łączy w sobie elementy typowe dla twórczości, czarny humor i ironię, brutalność i wesołość. Raperzy podchodzą do siebie z ogromnym dystansem, nie są to typy napinające się cały czas i mówiące, czego to oni nie mogą. Jak typowe klauny opowiadają o  głupich wypadkach jakie ich spotykają, jednak wplatając w to fruwające wokół flaki i bryzgającą krew. Śmieją sie, że skoro nie zostali jeszcze postrzeleni, trzeba to szybko naprawić i utrzymują że mimo, iż są tylko błaznami naprawdę są zapatrzeni w uliczną gangsterkę. To luźne podejście jest najczęściej ich największym atutem gdy ich twory są krytykowane. J i Shaggy byli, są i będą klaunami, którzy chcą dawać rozrywkę i jak prawdziwym klaunom, im również nie jest obcy dowcip niesmaczny i poniżej pasa.

Wyśmiewanie nie ma końca także w kolejnym utworze, Chicken Hunting. Chłopcy wybierają się na polowanie na wieśniaków.  W USA utarł się stereotyp rednecka, mieszkańca zacofanych prowincji, osoby głupiej, rasistowskiej, pełnej agresji i upijającej się bimbrem. Aha, najczęściej obcującej z własną rodziną. Piosenka jest polana ogromną ilością czarnego humoru, niemal całkowicie zakrywa on to, iż jest to krytyka postaw reprezentowanych przez wspomnianych wieśniaków.

Utwór okraszony jest zarówno radosnym rapem, jak i wesołym podkładem, kojarzącym się z południowymi klimatami USA.

Na marginesie, Chicken Hunting jest jedynym utworem z albumu, który doczekał się (i jest to podwójnie trafne określenie, gdyż ujrzał światło dzienne dopiero w 2007 roku) teledysku. Efekt był tak mizerny, że nie podobał się ani zespołowi, który miał zupełnie inny pomysł na wideo, ani wytwórni.

I couldn't stand the pressure, not another day...

Wraz z Mr. Johnsons Head ICP wchodzi w mrok, piosenka jest horrorem o outsiderze, który zamordował swojego nauczyciela. Jednak nie jest to istotne dla przedstawionej fabuły tego storytellingu. Najważniejsze są przemyślenia ucznia, który jest przez wszystkich traktowany jak duch. W pewnym momencie bohater zastanawia się nawet czy jego śmierć w ich obecności zostałaby w ogóle zauważona. klimat utworu potęguje wiercący podkład Mike E. Clarka i wplecione w niego zawodzenie. Nie sposób również pominąć wypowiedzi nauczycieli na temat śmierci współpracownika a ze strony rapującego Violent J'a świetnie akcentowane końcówki wersów.

Będące nieco bliżej prawdziwego życia Southwest Song skupia się na beznadziejności życia ludzi w gettach. Oczywiście jest odpowiednio podkoloryzowane i powykrzywiane, aby pasować do stylu ICP. Melodia jest za razem hipnotyzująca jak i chwytliwa, a refren wpada w ucho i już za drugim podejściem mimowolnie śpiewa się go razem z zespołem.

Przed kolejną piosenką ICP raczy nas skitem o ojcu buraku każącym klaunowi rozbawić jego syna. Jeśli lubi się makabryczny humor nie sposób nie uśmiechnąć się podczas finału opowiadanej dziecku zagadki. "Nie był to zbyt zabawny klaun ale się stara."

Nie odpuszczając zabawnej atmosfery po przerywniku Shaggy 2 Dope prezentuje nam Get Off Me Dog,  jedyny utwór w którym od początku do końca jest tylko on. Krótki utwór, podobnie jak następujący po nim Who Asked You jest zabawą słowem i nie ma tematu przewodniego. Lirycznie oba składają się z prostych rymów, mają na celu rozbawić, oba mają fajne punchline'y i wpadające w ucho podkłady, jednak różnią się tempem.

My soul is so heavy that it draws me to the floor, I can hear these demons knocking at my door...

Wracamy jednak do mroczniejszej części albumu w Dead One, opowieści o osobie która umarła, powolny wokal oraz sącząca się muzyka oblepiają słuchacza i kreują atmosferę opuszczonych zaświatów. Konsekwentnie zbudowano tu nastrój i do ostatnich sekund (dosłownie) jest on wręcz duszący.

Nie kończącą się makabrę mamy w My Funhouse, historii nawiedzonego domostwa, które wykańcza trafiających do niego nieszczęśników w wyjątkowo groteskowe sposoby. Skoczny bit, skrzypiące deski, krzyki Shaggy'ego, przerażone wrzaski "gości" domu i agresywny, cyniczny rap Violent J'a składają się na jedną z ciekawszych kompozycji na albumie.

Krótko i zwięźle w For The Maggots duet rozprawia się z typami ludzi którzy ich denerwują. Każda zwrotka opisuje zachowania, które są w ich mniemaniu niedopuszczalne i podsumowuje je skazaniem na bycie karmą dla robaków. Podkład wierci w czaszce, wpadając w ucho i nakazują powtórzyć utwór jeszcze raz, albo parę.

Wagon Wagon, mocno osadzony w mitologii mrocznego karnawału opowiada o podrózy Karnawału przez ziemię. szybki podkład i rap uzupełnia chwytliwy chórek w refrenie.  W tle ciągle przewijają się cyrkowe dźwięki. Wagon Wagon, pełne jest ironicznych wersów i makabry z przymrużeniem oka.

I'm the neck cutter and I'm one block away...

The Loons, historia szaleńca, prześladującego i mordującego ludzi z chłodnym, uzupełnianym klawiszami tłem melodycznym potwierdza pozycję ICP na scenie horrorcore. Buduje niepokojącą atmosferę i dawkuje napięcie odliczając w kolejnych refrenach odległość podrzynacza gardeł od kolejnej ofiary. Pomiędzy wersami opisującymi jego drogę przez noc zawarta jest też geneza potwora, którym ten człowiek się stał. Chociaż poważny aspekt piosenki nie jest tutaj mocno nakreślony, jest widoczny i sprawia, że nie jest ona tylko pustym slasherem.

Następujące po The Loons piosenki, Love Song i Bugz On My Nutz są pokracznymi wersjami utworów miłosnych, pierwsza poświeca się temu wybrykowi całkowicie, warstwa liryczna przepełniona jest kloacznym humorem a apogeum osiąga w refrenie, który specjalnie jest wykrzykiwany aby spotęgować efekt nieudolności śpiewającego go "lowelasów". Bugz to już z kolei obrzydliwa opowieść o upodobaniach seksualnych i wiążących się z nimi problemami wenerycznymi.

Kończacy album House of Mirrors, jedyny utwór w którym udzielał się gość (Capitol E), podsumowuje ideologię Jokera. Ludzie przechadzający się Komnatą Luster widzą swoje odbicia powykrzywiane przez ich niecne uczynki. Zawodzenia w tle, tłuczone szkło uzupełniają rytmiczny bit. I choć ICP pod względem umiejętności  prezentują się jak w poprzednich piosenkach, ich gość, po godzinie przyzwyczajenia do maniery J'a i Shaggyego błyszczy, Capitol E przyspiesza w porównaniu do duetu, prezentując także solidną część liryczną.

Ride of your life only gets faster, off to the Rrrrrrrrrringmater!

Drugi joker jest albumem w którym ICP odnajdują swój klimat, widać to, słychać i czuć. Choć Carnival of Carnage zaczęło karierę szalonych klaunów, to właśnie Ringmaster otrzymał szlify, które sprawiły, że kompozycja składa się z bardzo różnych brzmieniowo kawałków, tworzących wspólnie nierozerwalną, integralną całość. W gatunku horrorcore jest to już cult classic, pozycja której nie wypada nie znać i nie bez powodu. Jest to twór w którym widać, że ICP obrali już kurs, którym będą podążać przez całą następną dekadę.

Polecam zapoznanie się z opisanym albumem, każdemu, choćby po to, aby wyrobił sobie opinię o ICP. Może się okazać, że wulgarność, czy groteska prezentowana przez panów z Detroit nas odrzuca albo melodie ocierające się czasem o szaleństwo, czasem o prostotę wykonania zupełnie nam nie odpowiadają. Ale może się okazać także, że w tym szaleństwie jest metoda i zrozumiemy jakim cudem dwóch pozbawionych przyjaciół, edukacji i wsparcia chłopaków z getta odnalazło w nim klucz do swojego sukcesu.

 
Plusy: Minusy: Ocena:
-Klimat
-Pomysł
-Humor i dystans
-Nie jest to coś co wchodzi łatwo ludziom nowym w gatunku
8+/10
 

Polecamy

Zaloguj lub Załóż konto