Zaloguj

Recenzje

Jesteś tutaj:Gorehound>Muzyka>Recenzje>Scum - Grim Zipper, recenzja

Scum - Grim Zipper, recenzja

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Na nasze głośniki zawitał nowy produkt rapera rosyjskiego pochodzenia.

Horrorcore jest gatunkiem o ogromnym potencjale tematycznym, co niektórzy, wykorzystują. Nie należy do nich Scum, założyciel Lirycal Snuff Productions, który odnalazł się w roli seryjnego mordercy, kanibala i oprawcy. Swój styl ochrzcił jako gorehop, ale nie dajcie się nabrać, nie ma tu odskoczni od najbardziej szablonowego horrorcore'u jaki tylko można znaleźć. Choć od paru płyt wstecz jego popularność coraz bardziej rośnie, nie ma tu miejsca na eksperymenty tematyczne.

Puk puk

Pierwszym utworem jest Unleashed, wprowadzający nas w klimat Grim Zippera, opowiada o tajemniczym mordercy, który nie oszczędza nikogo. Rozpoczynający się bitem kojarzącym się z chłodną, cichą nocą. Antagonista chodzi od domu do domu i w wyrafinowany sposób wykańcza całe rodziny. Poza bitem rzuca się w uszy pewien postęp techniczny jaki Scum wykonał w kwestii rapu. Głos ma jaki ma, ale cała reszta idzie do przodu z każdą produkcją. Następnie Face Off, z charakterystycznymi, horrorcorowymi klawiszami, które były już używane miliony razy, ale trzeba przyznać zawsze się sprawdzają, towarzyszy im klimatyczny stylizowany na nawiedzony głoś dziewczyny. Przy okazji na mikrofonie udziela się pierwszy gość, Hex Rated, poza wyraźniejszą barwą głosu i akcentem od gospodarza nie wyróżnia się niczym więcej. Rymy są ok, refren daje radę, ale nie podoba mi się kulminacja przed ostatnim. Tekstowo mamy do czynienia z kolejną opowieścią o torturach, nihil novi. Na Kill You zaproszono szybkich i dobrych technicznie raperów, Liquid Assasina i Playboy The Beast. Przez odpaleniem myślałem, że Scum wypadnie przy nich bardzo blado, ale ku mojemu zaskoczeniu poradził sobie dobrze. Minusem jest niezbyt interesujący podkład. Ciekawie za to brzmi rosyjska zwrotka Scuma, za cholerę nie łapię nawet słowa, ale zawsze to stanowiło interesujący akcent.

Tytułowy kawałek ponownie tchnął mrok i chłód na płytę, stosunkowo powolny, sączący się podkład i rap potęgują nastrój budowany krwawym tekstem. Odnoszę jednak wrażenie, że utwór trochę się ciągnie. Ale po nim wjeżdża mój osobisty faworyt, Fucked in the Head, na którym gościnnie występują koledzy Scuma z labelu, Dark Half. Podkład rozpędzający się, agresywny, prowokuje do bujania głową. Ponownie, ku mojemu zdziwieniu gospodarz dotrzymał kroku reszcie. Stab Em, jak nazwa wskazuje nie zaskoczy nas niczym czego już nie słyszeliśmy, choćby na tej płycie. Ponownie klawisze, ponownie porozrzucane części ciała i seryjne morderstwa. Źle nie jest, ale zbyt to podobne do poprzedników. Albo w tym momencie album zaczyna właśnie zjadać własny ogon. She Likes It Bloody tematycznie chociaż urozmajca historię wprowadzając partnerkę mordercy, która pomaga mu dokonywać zbrodni. Smallz One, która się w nią wciela mi osobiście podchodzi nawijka choć, podobnie jak Anybody Killa ma ona wadę wymowy, która u niektórych ją przekreśla. W moim mniemaniu akurat, tak samo jak wspomniany, dodaje to jej wersom uroku.

Jebać co myślisz

A jak wam się wydaje o czym jest Chloroform? No tak, o porywaniu i torturowaniu. Podkład zawiera zamiast klawiszy dzwoneczki, ale to nie zmienia aż tak duzo, żeby mówić o czym oryginalniejszym. Fajnie za to wypada Dieabolik na drugiej zwrotce. Tutaj dochodzimy do najwyraźniej zawierającej ukryte przesłanie Fuck Change, bo tak właśnie moim zdaniem Scum podchodzi do swojej twórczości. Ale akurat ta piosenka stanowi oderwanie od slasherowej większości na tym LP. Tematyka jest, brak niespodzianki, tworzenie w undergroundzie i brak chęci tworzenia czegoś pod publiczkę. Gościnnie usłyszymy Insane Poetry, ale nie jest to występ warty szerszego omówienia. Przedostatnim utworem jest asłuchalne Normal, głownie przez meczący podkład, ale może fanom bardziej surowego, agresywnego grania przypadnie to do gustu. Płytkę zamyka Fuck What You Think, na którym ponownie udziela się Insane Poetry. W tym przypadku kuleje refren, za to gościnna zwrotka zalicza się na plus.

Największym problemem z tą produkcją, podobnie jak z poprzednimi jest monotonia. Tematyka seryjnych morderstw i tortur wyczerpuje się wbrew pozorom dość szybko. Nie ma co udawać, że nagranie dziesięciu piosenek pod rząd o tym samym da się zamaskować urozmajcając opisy aktów. Nie pomaga też głos Scuma, który jest nudny. Niby jest w nim agresja, ale modulacja jest zerowa, każda linijka kończy się tak samo. Choć technicznie jest krok do przodu i dostajemy trochę przyspieszeń czy bogatszych wersów, wydźwięk znacznie się nie zmienia. Gdybyb zabrakło gościu już w ogóle miejscami wszystko by się zlało w jedną masę. Aczkolwiek, jest to jego pierwsza produkcja, którą wytrzymałem bez skipowania podczas pierwszych odsłuchów. Jeszcze kilka albumów i być może naprawdę coś w twórczości Scuma mnie urzeknie bardziej niż pojedyncze piosenki.

Plusy: Minusy: Ocena:

-Początkowo nastrój
-postęp Scuma
-Paru gości

-od połowy trochę wieje nudą
-Niektóre podkłady i gościnne występy
-monotonny głos Scuma
6/10

 

Polecamy

Zaloguj lub Załóż konto