Zaloguj

Recenzje

Jesteś tutaj:Gorehound>Muzyka>Recenzje>Slipknot - .5: The Gray Chapter, recenzja

Slipknot - .5: The Gray Chapter, recenzja

Oceń ten artykuł
(1 głos)

21 października minął rok od wielkiego powrotu zamaskowanej grupy. Premierze towarzyszyło wiele obaw i emocji, a jak słucha się piątej płyty po tym jak pył już na dobre opadł?

Droga do wydania .5 była długa i bolesna dla całego zespołu, od 2008 roku, kiedy pojawił się ich przedostatni krążek - All Hope Is Gone, musieli zmierzyć się ze śmiercią basisty, Paula Gray'a (2010) i odejściem perkusisty, Joeya Jordisona, ktory był w zespole od samego początku. Gdy świat obiegła informacja o śmierci Paula, Corey Taylor ogłosił, że zespół musi przejść na bliżej nieokreslony czas w stan zawieszenia. Stawiało to przyszłe LP pod ogromnym znakiem zapytania. Jednak po długiej ciszy, latem 2014 zespół dość niespodziewanie obudził się do życia. Wcześniejsze informacje o tym, że pracują nad nowym materiałem traktowało się jako coś na co będzie trzeba czekać przynajmniej parę lat, biorąc pod uwagę proces wydawniczy ich wcześniejszych dokonań.

Ale już 1 sierpnia Slipknot dał światu nowy singiel, Negative One. Reakcje były... różne.

This song is not for the living, this song is for the dead.

Ale skoro mam się rozpisać o całej płycie to nie uprzedzajmy faktów. Płyty nie nalezy oceniać po okładce, ale ta szału nie robi. Wydaje się zbyt prosta. Po tylu latach nadzieje i oczekiwania byly na tyle duże, że sam nie wiem jak powinna wyglądać, żeby mozna było powiedzieć "WOW", ale moją pierwszą reakcją na nią było raczej coś z pogranicza "meh" i "no ok". Ale to szczegóły, zdążyłem się przyzwyczaić i nie boli mnie ona.

Jak tytuł wskazuje, .5 jest kolejnym rozdziałem dla zespołu, mozna rzec, dedykowanym poległemu bratu. Wiele jest tu melanholii, nawiązań lub wręcz hołdu dla tragicznie zmarłego Paula. Album zaczyna się wprowadzającym z ponury, zawiesisty klimat XIX. Powoli nakręcające się dźwięki i pełen żalu i frustracji wokal zapraszają nas do obycia wspólnej wędrówki. Piosenka/intro dostała nawet własny teledysk, który zadebiutował w tym miesiącu.

Nastepuje płynne przejście w Sarcastrophe, pierwsze właściwe uderzenie, szybkie tempo, zmiany wokalu, miejscami wrzęcz zarapowane elementy przywodzace na myśli pierwszy long play. Już tutaj zespół podkreśla, że nie stracili pazura a każdy członek ma moment by się zaprezentować. AOV z kolei w refrenach przypomina też o tym, że poza darciem się do mikrofonów Corey i wspierające go wokale kolegów potrafią płynnie przejść do partii śpiewanych, a w chaosie melodii znajdzie się i kilka taktów dla uszu delikatniejszych. szczególnie w spokojnej, pływającej wręcz końcówce... wpadającej niespodziewanie ponownie w brutalną prędkość.

Nastepnie przychodzi pora na drugi singiel z płyty - Devil In I. Dopełniony świetnym klipem, z bogatą symboliką utwór zawiera w sobie esensję tego albumu. Ogrmony smutek lączący się z piętrzącą się agresją, która zaczyna kipieć w bridge'u kiedy to Corey zaczyna wyć w takt galopujących instrumentów. Piosenka dopieszczona pod każdym względem posiadająca pierwiastek każdej ery Slipknot, jednoczesnie wyraźnie zaznaczająca unikalność obecnej. Osobne brawa zdecydowanie należą się teledyskowi, który idealnie współgra z warstwą dźwiękową.

Killpop, będący obłakanym listem miłosnym, wybija nas z tempa, które utrzymywało się dotychczas. Zdecydowana częśc piosenki jest powolna, melodyjna. Gdyby nie niepokojąca warstwa tekstowa możnaby pomyślec, że to piosenka innego zespołu. Nieoczekiwanie sytuacja zmienia się na samym końcu, przypominając dokładnie czego słuchamy.

The world will never see another crazy motherfucker like You

Będący bezpośrednim hołdem dla Paula Skeptic kojarzy mi się z trzecim albumem, głównie przez strukturę piosenki oraz gitary. Jest to idealna pozycja na wyżycie się, podobnie jak następujący po nim Lech. Goodbye jest momentem w ktorym można odetchnąć, muzyka sączy się niespiesznie, wokal jest delikatny, a powolne rozkręcanie się wprowadza do Nomadic, świetnego, staroszkolnego Slipknota, tóremu najbliżej do pierwszego albumu, zarówno w warstwie lirycznej i muzycznej. The One That Kills The Least brzmi jak wyjęty z All Hope Is Gone, ale tych którzy wieszają psy na czwartym albumie uspokajam, nie ma mu nic do zarzucenia, poza tym, że łączy w sobie elementy pasujące bardziej pod Stone Sour z własciwymi dla Slipknot. Mimo sympatii do tego utworu jest on dla mnie najmniej zapadającym w pamięć. Po nim jednak wchodzi absolutny hicior, Custer, czysta energia, kawałek działającu cuda podczas koncertów i pomagający w pozbyciu się negatywnej energii. Be Prepared For Hell nie ma co opisywac, to tylko medoyczny skit.

Wracając do początkowego wywodu na temat Negative One. Budził różne emocje dlatego, że mimo zakorzenienia w pierwszym LP, brzmienie jest jednak inne, a wokal ma inną barwę, co nie uszło uwadze, kiedy mieliśmy do czynienia z pierwszą nową piosenką zespołu ad lat. Gorzej, że klip towarzyszący singlowi nie robi wielkiego wrażenia i prawie zupełnie nie współgra z piosenką. Ma w sobie coś niepokojącego, ale żyje własnym życiem. Sama piosenka mimo to jest świetna i choć przy pierwszej okazji faktycznie coś było nie tak, wrażenie się zatarło z czasem i utwór znajduje się u mnei wysoko na liście faworytów.

If Rain Is What You Want, a także bonusy: Override, Burden, nie są mocną stroną .5. Pierwszy może jeszcze sprawdzić się jako klamra zamykająca płytę, choć brakuje tu uderzenia, bardziej by pasowało do Stone Sour. Bonusy z kolei stoją gdzieś w rozkroku między zarzutami do poprzedniej piosenki a określeniem "odrzuty". Zamknięcie albumu na Negative One byłoby według mnie lepszym rozwiązaniem.

Czy Slipknot spełnił pokładane w nim nadzieje? Czy .5: The Gray Chapter jest powrotem w glorii i chwale? Cholera jasna, no jest! Bierze co najlepsze ze swoich poprzedników, dorzuca nowe pomysły i miesza je w (niemal całkowicie) spójną całość, która mimo zmian tempa i nastroju tworzy wrażenie zaprojektowanej dokładnie tak jak trzeba. Bonusy nie wpływają na ocenę, nie ma ich w standardowej wersji, więc traktuję je na zasadzie "a mieliśmy też coś takiego, posłuchajcie jak macie ochotę". Choć do ideału trochę tu brakuje jest to świetna propozycja zarówno dla fanów jak i osób nieobeznanych z wariatami z Des Moines. Czuć ciągle chemię między nimi, nowe nabytki nie odstają od poziomu poprzedników. Pozostaje tylko mieć nadzieję na szybki powrót zespołu do studia, aby mogli nas czymś zaskoczyć szybciej niż po 2020 roku, a poki co możemy być świadkami świetnego widowiska, które Slipknot zapewni nam na początku 2016 roku w Gdańsku.

 
Plusy: Minusy: Ocena:

-mnóstwo pomysłów
-każdy znajdzie coś dla siebie
-powrót w wielkim stylu
-spójność

-poligrafia ciut uboga projektowo
-parę odstających od reszty utworów
9/10
  1. "XIX" – 3:10
  2. "Sarcastrophe" – 5:06
  3. "AOV" – 5:32
  4. "The Devil in I" – 5:42
  5. "Killpop" – 3:45
  6. "Skeptic" – 4:46
  7. "Lech" – 4:50
  8. "Goodbye" – 4:35
  9. "Nomadic" – 4:18
  10. "The One That Kills the Least" – 4:11
  11. "Custer" – 4:14
  12. "Be Prepared for Hell" – 1:57
  13. "The Negative One" – 5:25
  14. "If Rain Is What You Want" – 6:20

Polecamy

Zaloguj lub Załóż konto